Bistromama.pl

 

 

Mam na imię Justyna i kucharką jestem z zamiłowania - jestem uzależniona od przebywania w kuchni, gazet i stron o tematyce kulinarnej. Gotuję potrawy szybkie i mało skomplikowane, jak to w bistro i staram się znaleźć nowe pomysły na stare przepisy.

 

Prywatnie jestem mamą 7-letniej Hanuty i 3-letniego FrAniołka, którzy są moim największymi pomocnikami w gotowaniu.

 

W mojej kuchni pachnie przede wszystkim ciastem drożdżowym. Oprócz tego królują w niej makarony, szpinak, sałatki, słodkości, wszelkie zapiekanki i dania jednogarnkowe.

 

Moje przepisy można znaleźć tutaj: www.bistromama.pl

 

 



Naleśniki z kaszą jaglana, rabarbarem i sosem truskawkowym

Czy kiedykolwiek jedliście rabarbar rwany prosto z ogródka? Albo truskawki samodzielne znalezione pod krzaczkiem? Pytam, bo ja jadłam. Ale moje dzieci już nie. Wychowałam się na wsi, własnych warzyw i owoców było pod dostatkiem, a one nawet nie widziały nigdy jak rosną truskawki… teraz już śpią, ale muszę koniecznie zapytać jak wstaną… niech podzielą się swoją wizją. Przecież one kojarzą truskawki tylko ze straganów, a większość warzyw i owoców z warzywniaka, w którym robimy zakupy 2-3 razy w tygodniu, bo mamy go po drodze ze żłobka do domu i jest bardzo dobrze zaopatrzony.

 

Z dzieciństwa pamiętam rozgrzane w słońcu schody przed domem, piwonie w ogródku i rabarbar, który tak bardzo się rozrastał w ogródku. Mama myła rabarbar, siadaliśmy wszyscy na schodach i maczaliśmy te wielkie czerwone łodygi w cukrze. Jakie to było dobre! A czasami lubiłam leniwie odrywać pasek po pasku z takiej łodygi. Tęsknię za tym czasem okrutnie.

 

 

Rabarbar jest źródłem witamin A, C, E oraz także potasu, kwasu foliowego i błonnika. Należy pamiętać, że rabarbaru nie powinny jeść osoby chore na nerki i reumatyzm, ponieważ zawiera on sporo kwasu szczawiowego. Rabarbar najczęściej kojarzony jest z warzywem – w końcu najczęściej zjadany jest na słodko, jest idealnym dodatkiem do ciast i deserów. W rzeczywistości to jednak  warzywo – gatunek byliny.

 

Przepis znajdziecie także tutaj.

 

Naleśniki:

na ok. 10 sztuk na patelni o średnicy 21 cm

  • 260 g mąki
  • 250 ml mleka
  • 250 ml wody mineralnej gazowanej
  • 2 jajka
  • szczypta soli
  • 50 g roztopionego masła

 

Jajka, sól, mleko, przesianą mąkę razem miksujemy. Na końcu dodajemy wodę. Na patelni topimy masło i dolewamy je do ciasta, mieszamy. Smażymy naleśniki na patelni bez użycia dodatkowego tłuszczu.

 

Krem z kaszy jaglanej:

  • 1 szklanka kaszy jaglanej
  • 2 szklanki wody
  • 1 łyżka masła
  • 1 ½ łyżki cukru lub
  • szczypta soli

 

Kaszę wsypujemy do rozgrzanego, suchego garnka z grubym dnem (może być patelnia). Prażymy przez ok. pół minuty, a następnie przesypujemy kaszę na sito i przelewamy zimną wodą. Ta czynność pozwoli nam pozbyć się ewentualnej goryczki.

 

Lekko posoloną wodę doprowadzamy do wrzenia, wsypujemy kaszę i gotujemy 15-17 minut. Lekko ostudzoną przekładamy do blendera, dodajemy masło, cukier lub miód i miksujemy na gładki krem.

 

Taką masą smarujemy naleśniki, które składamy w trójkąt lub rulon. Przed podaniem podgrzewamy i polewamy owocowym sosem.

 

Gorący sos owocowy:

  • 2-3 łodygi rabarbaru
  • ok. 10 polskich truskawek
  • 1 łyżka cukru

 

Rabarbar myjemy, nieobrany kroimy w paski o szerokości 2-3 cm. Umyte i odszypułkowane truskawki kroimy na pół. Owoce przekładamy do rondelka, podgrzewamy ok. 10 minut, co jakiś czas mieszając, aż puszczą sok. Takim sosem polewamy naleśniki.

 

 

 


Botwinka z młodymi ziemniakami

Botwinka to smak, który sama pamiętam z dzieciństwa i bardzo mi zależy, żeby pozostał też smakiem wspominanym przez moje dzieci. Uciekałam od tej zupy jak diabeł od święconej wody. Najbardziej raziły mnie w niej zielone pływające farfocle. Dziś je uwielbiam. I nic dzieciom o tych moich skojarzeniach nie mówię, bo widzę, że zajadają botwinkę ze smakiem. A jak jeszcze widzą w niej jajko i młode ziemniaczki, to jestem spokojna, że zupka zostanie zjedzona bez marudzenia.

 

Sama przekonałam się do botwinki w podobny sposób. O ile jajko jakoś specjalnie mnie nie obchodziło, tak uwielbiałam patrzeć jak nałożone łyżką do zupy ziemniaki, nabierają stopniowo jej barwy. Smak młodych ziemniaków w połączeniu ze słodkawą botwinką jest wyjątkowy i właściwy tylko dla dwóch miesięcy w roku, maja i czerwca. Cieszmy się więc tym smakiem ile można, bo będziemy za nim tęsknić przez kolejne 10 miesięcy.

 

Młode liście i korzenie buraka ćwikłowego to botwina.  Zawierają dużo składników odżywczych (wit. C i A, żelazo, wapń, fitohormony),  są cennym źródłem błonnika, odkwaszają organizm, wspomagają leczenie infekcji i przeziębień. Z botwiny, czyli młodego buraka ćwikłowego, przyrządza się właśnie  zupę botwinkę.

 

 

Przepis znajdziecie także tutaj.

 

Składniki:
(4-5 porcji)

 

  • 500 g botwinki wraz z buraczkami (mniej więcej trzy pęczki)
  • 2 l rosołu drobiowego lub wywaru warzywnego
  • 1 średnia marchewka
  • ok. 300 g wędzonki (Żebrek lub boczku)
  • 150 ml śmietanki 30 % lub 36 %
  • 2 łyżki soku z cytryny
  • 3-4 ziarna ziela angielskiego
  • 2-3 liście laurowe
  • sól, pieprz do smaku

dodatkowo:

 

  • młode ziemniaki
  • jajka gotowane na twardo

 

Sposób przygotowania:

Botwinkę dokładnie myjemy. Odkrawamy buraczki, obieramy je i kroimy w kostkę. Łodygi drobno siekamy (z niewielką ilości liści).  W garnku nastawiamy wywar warzywny lub rosół, dodajemy wędzone żeberka lub boczek, ziele angielskie, liście laurowe,  pokrojone buraczki oraz obraną i pokrojoną również w kostkę marchewkę.

 

Gotujemy na małym ogniu przez 15-20 minut, aż warzywa będą miękkie. Młode warzywa gotują się dość szybko, więc nie wykluczone, że czas gotowania będzie krótszy.

 

Do kubka ze śmietaną wlewamy trochę gorącej zupy, mieszamy i wlewamy całość do garnka. Na końcu dodajemy sok z cytryny, doprawiamy solą i niewielką ilością pieprzu do smaku.  Zupę z botwinki podajemy z jajkiem ugotowanym na twardo i ugotowanymi młodymi ziemniakami, posypanymi koperkiem.

 

Smacznego!

 

 

 

 

 

 

 


Pierogi z sezonowymi owocami

Kilka dni temu wpadłam na pomysł, żeby zabrać całą rodzinę i pojechać na czereśnie. Na te same czereśnie, które rwałam prosto z drzewa jako dziecko. Rosły przy drodze i chodziliśmy tam całą podwórkową bandą. Nie było to do końca legalne, bo ciągle słyszeliśmy, że tych drzew pilnuje jakiś pan i w końcu nam się oberwie. Dziś myślę, że historię z pilnującym panem wymyślili nasi rodzice, w trosce o nasze bezpieczeństwo. Wchodziliśmy na drzewa i rwaliśmy czereśnie prosto z gałęzi. Zdarzało się również, że łamaliśmy gałęzie... i zrzucaliśmy je na dół tym młodszym, którzy na drzewo nie potrafili się wspiąć.

 

Nie wyobrażam sobie, żeby moje dzieci nie poznały smaków mojego dzieciństwa. Sezonowych owoców, z których mama wyczarowywała nie tylko ciasta kruche i ucierane z prodiża, ale też letnie obiady na słodko. Ryż z truskawkami, makaron z serem i jagodami, knedle ze śliwkami. Bardzo, ale to bardzo mile wspominam pierogi z jabłkami. Jeszcze ich nie robiłam w moim dorosłym życiu i jestem bardzo ciekawa reakcji męża i dzieci. Mama jabłka ścierała na tarce, dodawała obowiązkowo cynamon i trochę cukru. Takie nadzienie nakładała na wycięte szklanką kółka i zręcznie lepiła kształtne pierogi. Podawała je polane stopionym masełkiem.

 

Dziś zapraszam Was w kulinarną sentymentalną podróż. Być może nie każdy lubi pierogi z owocami na słodko, ale każdy pewnie spotkał się z pierogami z truskawkami. Do truskawek dodałam trochę czereśni. Bardzo, bardzo polskie danie. We mnie wzbudzające same najlepsze wspomnienia z czasów, gdy byłam małą dziewczynką. Moje dzieci zajadały się nimi podobnie jak ja trzydzieści lat temu.

 

 

ciasto na pierogi:

  • ok. 400 g mąki
  • 3 łyżki roztopionego masła
  • 3-4 łyżki jogurtu naturalnego
  • ½ szklanki ciepłej wody
  • szczypta soli

 

oraz:

 

  • w sumie ok. 700 g sezonowych owoców: np. truskawki, czereśnie, wiśnie, śliwki, jagody
  • 2-3 łyżki stopionego masła
  • ew. śmietana

 

Na stolnicę przesiewamy mąkę, dodajemy małą szczyptę soli. Na środku robimy dołek, dodajemy roztopione masło i jogurt naturalny. Zaczynamy mieszać i wąską strużką dolewamy ciepłą wodę i zagniatamy ciasto, aż będzie gładkie i jednolite. Odstawiamy na kilkanaście minut, przykrywając je bawełnianą ściereczką.

 

W tym czasie myjemy owoce, oczyszczamy je z szypułek,  jeśli owoce mają pestki - drylujemy. Owoce osuszamy na papierowym ręczniku.

 

Ciasto rozwałkowujemy dość cienko (ok. 2 mm). Wycinamy za pomocą foremki lub szklanki kółka. Nakładamy na środek owoce (np. całą średnią truskawkę lub pół truskawki i czereśnię lub dwie czereśnie)  i dobrze zaklejamy brzegi. Gotujemy w osolonej wodzie przez kilka minut, licząc od czasu wypłynięcia na powierzchnię. Wyciągamy za pomocą łyżki cedzakowej i przekładamy do miski.

 

Masło topimy i polewamy nim ugotowane i odsączone z wody pierogi. Możemy podać również ze śmietaną.

 

Smacznego!

 

Przepis znajdziecie także tutaj.

 

 

 

 

 

 

 

 


Faszerowana papryka

Zaczęły się wakacje. Hania odtransportowana na kilka dni do dziadków, w końcu trzeba te dwa miesiące jakoś załatać. Trochę półkolonii, trochę naszego urlopu. Ani się nie obejrzymy i będzie wrzesień.

 

Namawiam do korzystania z dostępnych sezonowych warzyw i owoców. Zamiast czerwonej papryki z Hiszpanii, jedzmy polską sezonową tzw. białą czy jak kto woli „igołomska" (pod tą nazwą znana jest w Małopolsce). Biała papryka jest warzywem, które zawiera mało kalorii i wiele właściwości prozdrowotnych, witamin i innych składników odżywczych.

 

Idealnie nadaje się do faszerowania. Jej delikatny smak nie dominuje, a podkreśla smak farszu. A farsz postanowiłam zrobić podobny jak do gołąbków, zamiast ryżu dodałam kaszy jęczmiennej pęczak. Przy stole zasiedli tym razem mężczyźni, czyli ojciec z synem :)

 

faszerowana papryka:

 

  • 5 białych papryk
  • 300 g mięsa mielonego (wieprzowo-wołowego)
  • 100 g kaszy jęczmienna pęczak – suchej, przed gotowaniem
  • 1 cebula
  • 1 ząbek czosnku
  • 1 łyżka masła
  • sól, pieprz

 

Papryki przecinamy na połówki, usuwamy gniazda nasienne i dokładnie myjemy. Układamy w naczyniu żaroodpornym.

Kaszę jęczmienną gotujemy w 250 ml osolonej wody ok. 15 minut. Kasza powinna napęcznieć, a woda zupełnie wsiąknąć. Można dodać do kaszy łyżeczkę masła.

Cebulę kroimy w drobną kostkę i podsmażamy na złoty kolor na maśle, w trakcie smażenia wciskamy ząbek czosnku i podsmażamy razem przez chwilę.

W dużej misce łączymy kaszę jęczmienną pęczak, mielone mięso i podsmażoną cebulkę z czosnkiem.  Doprawiamy do smaku solą i pieprzem. Tak przygotowanym farszem napełniamy połówki papryki i wkładamy na ok. 35-40 minut do piekarnika nagrzanego do 180 stopni. W trakcie zapiekania można na dno naczynia wlać niewielką ilość wody. Dzięki temu upieczone papryki i farsz nie będą suche.

Gorące wyjmujemy z piekarnika, posypujemy startym żółtym serem i serwujemy z sosem pomidorowym.

 

sos:

 

  • 4-5 dojrzałych pomidorów (np. malinówek)
  • ew. 1 łyżeczka przecieru pomidorowego
  • 1 cebula
  • 1 ząbek czosnku
  • 1 łyżka masła
  • 1 łyżeczka mąki ziemniaczanej
  • 2 łyżeczki śmietany
  • papryka słodka
  • suszona bazylia
  • sól, pieprz

 

Pomidory parzymy, obieramy ze skórki i kroimy w kostkę. Cebulkę podsmażamy w większym rondelku na maśle, dodajemy zmiażdżony ząbek czosnku. Kiedy cebulka ma już złoty kolor, dodajemy pomidory, ew. przecier  i gotujemy razem ok. 10 minut. Dodajemy mąkę ziemniaczaną (najlepiej trochę rozcieńczoną zimną wodą, aby uniknąć grudek). Doprawiamy do smaku papryką, bazylią, solą i pieprzem. Następnie całość miksujemy za pomocą blendera. Podajemy  gorący do faszerowanej papryki.

 

Przepis znajdziecie także tutaj.

 

 

 


Omlet z młodym groszkiem

Wakacje w mieście nie sprzyjają celebrowaniu rodzinnych śniadań. W tygodniu spieszymy się do pracy, jedno dziecko do żłobka, drugie na półkolonie albo do dziadków, po pracy odbiór, do domu, obiad, spacer i wieczór. Kolejny dzień to oczywiście dzień świstaka. Z utęsknieniem czekamy na weekend, na poranne lenistwo, na chodzenie w piżamach do południa. A czasami wręcz odwrotnie - na wspólny poranny wypad na nasze opolskie Bolko w strojach sportowych, na rowerach, na rolkach, a mama obowiązkowo bez makijażu :)

 

Jakkolwiek by jednak w weekend nie było, śniadanie musi być wspólne, nie byle jakie i nie na szybko. Najczęściej są jajka. Na miękko, na twardo pokrojone i ułożone na kanapkach, jest jajecznica albo omlet. Tak jak tym razem. Czasami na słodko, podany z dodatkiem dżemu lub miodu, czasami wytrawny z dodatkiem warzyw.

 

Jako dodatek idealnie sprawdza się właśnie młody zielony groszek. Szczęśliwy ten, kto może zrywać taki we własnym ogródku! Ja kupiłam w zaprzyjaźnionym warzywniaku i od razu pomyślałam, że będzie idealnie komponował się z porannym omletem. Dla dzieci groszek to warzywo niezwykle przyjazne. Nie ma dziecka, które nie chciałoby spróbować tych uroczych kulek, które wyłaniają się ze strączka. A ich słodkawy smak zaskoczy pewnie niejednego małego smakosza.

 

Przepis znajdziecie także tutaj.

 

Składniki:

 

(na dwa omlety)

  • 4 jajka
  • 2 płaskie łyżeczka mąki pszennej
  • sól

dodatki:

  • młody groszek - ilość wg uznania
  • pomidory

 

Przygotowanie:

 

Białka ze szczyptą soli ubijamy na sztywną pianę, dodajemy żółtka i kontynuujemy ubijanie. Pod koniec dodajemy mąkę i delikatnie łączymy.

 

Na rozgrzaną patelnię wylewamy ubite jajka i zmniejszamy ogień. Na masę jajeczną wysypujemy część zielonego groszku. Podsmażamy ok. 2 minut.  Następnie przewracamy delikatnie dwoma łopatkami na drugą stronę.  Możemy sobie pomóc dodatkowym talerzem, tzn. najpierw przewrócić omlet na talerz, a następnie ponownie delikatnie zsunąć go na patelnię. Podsmażamy przez kolejne 2 minuty.

 

Podajemy z wyłuskanym młodym groszkiem oraz pokrojonym w plastry pomidorem.

 

Smacznego!

 

 

 

 

 


Młoda kapusta – dodatek do obiadu

Franuś miał tak, że jak w kanapce zobaczył choćby kawałek sałaty, darł się jak opętany: ja nie chcę kapusty, nie będę jadł kapusty!!!! I nie pomagały żadne tłumaczenia, że to nie kapusta, tylko sałata, że naprawdę warto spróbować... Na chwilę obecną tak nam zostało. Franek nie tknie sałaty, a Hania pomidora, choć sos pomidorowy albo zupę pomidorową oboje lubią bardzo.

 

Młoda kapusta na ciepło to zupełnie inna bajka. Jedzą oboje bardzo chętnie i często pytają o jeszcze. Nie przeszkadza im dodatek kminku, a dodaję go przede wszystkim ze względu na lepsze trawienie. Młoda kapusta wymaga krótszej obróbki termicznej niż ta ze zbiorów jesiennych. Zostało jeszcze kilka dni, żeby się nią nacieszyć. Można ją również zamrozić i cieszyć się jej dodatkiem do obiadu podczas zimowych obiadów.

 

Przepis znajdziecie także tutaj.

 

Składniki:

 

  • 1 duża główka młodej kapusty
  • 350 g wędzonego boczku
  • 150 g masła
  • 3 listki laurowe
  • kilka ziaren ziela angielskiego
  • 2 łyżki mąki
  • sól, pieprz
  • mielony kminek

 

 

Przygotowanie:

 

Kapustę obieramy z wierzchnich liści. Płuczemy i kroimy w kostkę lub w wąskie paski. W dużym garnku (surowej kapusty jest całkiem sporo, ubywa jej objętości w trakcie duszenia), topimy 100 g masła, dodajemy poszatkowaną kapustę, ziele angielskie oraz liść laurowy. Dusimy na wolnym ogniu, co jakiś czas mieszając, żeby się nie przypaliła. Po ok. 10 minutach duszenia na maśle, podlewamy wodą (ok. pół szklanki) i dusimy do miękkości przez 20 minut.

 

Boczek kroimy w kostkę, podsmażamy, aż ładnie się zarumieni, dodajemy do kapusty. Na tę samą patelnię wsypujemy mąkę, podgrzewamy i dodajemy zimne masło (w takiej kolejności). Mieszamy, lekko zarumieniając mąkę. Podlewamy zimną wodą (ok. 1/3 szklanki) i mieszamy, żeby nie było grudek. Łączymy z kapustą, doprawiamy do smaku solą, pieprzem i mielonym kminkiem. Podajemy z gotowanymi młodymi ziemniakami.

 

Smacznego!

 

 

 


Drożdżówki kakaowe
Kiedy tylko upały lekko ustały, od razu stałam w kuchni i przeglądałam szafki w poszukiwaniu składników na jakieś dobre ciasto. Jest resztka drożdży! Hurrrrra! Są jajka, jakaś resztka wiśni z dnia poprzedniego, której dzieci nie zdążyły wmłócić i koszyczek malin, który kupiłam na śniadanie do pracy. Są też płatki migdałów. Aaaaa - idelanie! Wszystko zaczyna się pięknie układać!
Przepis dostepny także tutaj.

Składniki:



na rozczyn:
  • 25 g świeżych drożdży
  • 125 ml ciepłego mleka
  • 10 g cukru
  • 1 łyżka mąki

do ciasta:
  • 150 g mąki pszennej
  • 220 g mąki jaglanej (zmielone płatki jaglane)
  • 40 g cukru
  • 2 jajka
  • 1 żółtko
  • 50 g miękkiego masła
  • mała szczypta soli

nadzienie:
  • ok. 100 g świeżych malin
  • ok. 100 g wydrylowanych wiśni
  • 50 g płatków migdałów


Sposób przygotowania:

Przygotowujemy rozczyn. Do ciepłego mleka wkruszamy drożdże, część cukru pudru, 1 łyżkę mąki. Mieszamy całość, aż drożdże się rozpuszczą i odstawiamy w ciepłe miejsce do wyrośnięcia na ok. 10-15 minut.Do większej miski przesiewamy mąkę pszenną i jaglaną, dodajemy pozostały cukier, sól oraz  rozczyn. Mieszamy drewnianą łyżką.


Następnie dodajemy jajka i żółtko,  wyrabiamy do uzyskania gładkiego ciasta - ręką lub mieszadłem miksera. Przed końcem dodajemy miękkie masło i dalej wyrabiamy. Na koniec ciasto nie powinno kleić się do palców.Ciasto zostawiamy w misce, przykrywamy ściereczką i odstawiamy do wyrośnięcia na około 30 minut (zalecane jest na 1,5 godziny przez autorkę przepisu).


Wyrośnięte ciasto wykładamy na stolnicę oprószoną mąką, rozwałkowujemy na placek o średnicy około 30 cm.


Placek posypujemy płatkami migdałów, malinami i wiśniami bez pestek.Zwijamy ciasto w rulon, kroimy na poprzeczne 2,5 cm plastry, układamy je w tortownicy wyłożonej papierem śniadaniowym (warto to zrobić, bo sok z malin lubi wyciekać). 


Odstawiamy w ciepłe miejsce do wyrośnięcia na kolejne pól godziny.Piekarnik nagrzewamy do 180 stopni C.


Wierzch ciasta można posmarować żółtkiem wymieszanym z odrobiną mleka. Torownicę z ciastem wstawiamy do piekarnika. Pieczemy 30-35 minut.Po wyjęciu z piekarnika odstawiamy do wystygnięcia. Dekorujemy lukrem (cukier puder + sok z cytryny), malinami lub oprószamy cukrem pudrem.

Smacznego!

Jarmużowe smoothie

Z moich obserwacji wynika: część żeńska naszej rodzinnej załogi zielone lubi i zajada ze smakiem, męska część już nie tak chętnie. Do tego koktajlu udało nam się z Hanią przekonać starszego chłopaka, został nam tylko jeszcze junior. Choć to będzie wymagało większej pracy z naszej strony, bo i ciocie w żłobku, i teraz panie w przedszkolu mówią, że zielonych zup (szpinakowej, szczawiowej) i większości zielonych warzyw Franek nie tknie. Wyjątkiem jest fasolka szparagowa.

 

Koktajle z dodatkiem jarmużu lub szpinaku przygotowuję najczęściej w weekendy. W dni robocze rano brakuje czasu, a po południu jest już za późno na taką dawkę owoców. Wprowadziłam w domu zasadę – owoce tak, ale najpóźniej do godziny 16.00 i nie więcej niż dwa razy dziennie. Oprócz wielu walorów w postaci witamin i składników mineralnych oraz błonnika, owoce mają jedną niewielką wadę - zawierają cukry proste. Przestrzegając tej prostej zasady, można tylko zyskać.

 

Jabłka zawierają dużo pektyn (będzie ich jeszcze więcej, kiedy zostawimy skórkę a nawet ogryzek), witaminy C, wzmacniają serce, mają działanie moczopędne, odkwaszają organizm. Gruszki są źródłem jodu, boru, wspomagają pracę mózgu i przeciwdziałają rozwojowi nadciśnienia. W brzoskwiniach znajdziemy źródło beta-karotenu i błonnika. A jarmuż to niecenione źródło przeciwutleniaczy, witaminy m.in. C i K, wapnia i żelaza.

 

Przepis znajdziecie także tutaj.

 

Jarmużowe smoothie

 

  • 2 garści umytych i porwanych garści jarmużu
  • 2 jabłka
  • 1 gruszka
  • 1 brzoskwinia
  • 1 łyżeczka miodu
  • 300-350 ml wody

 

 

 

Owoce myjemy i  obieramy ze skórki, pozbawiamy pestek i gniazd nasiennych. Kroimy na mniejsze kawałki. Wszystkie składniki razem miksujemy, podajemy od razu.

 

 

 


Szpinakowe placuszki z twarożkiem i gruszką

Nie zapomnę jak pani z przedszkola powiedziała mi w jednym z pierwszych dni:  myślałam, że Franek to wszystko je, a on z surówkami to tak rożnie. I to jedno zdanie podsumowuje więcej niż cały mój elaborat na temat tego, co on je a czego nie i jak często mu się to zmienia.

 

Kiedy był mały, zajadał brokuły pełnymi garściami, podobnie marchewkę i kalafiora. Dziś brokuł nie istnieje, marchewka (zwana „mafetką") jest do przyjęcia tylko w zupie, jedynie kalafior ujdzie bez marudzenia. Czy ja pisałam ostatnio, że zielonego nie tknie? Przecież lubi ogórki - szklarniowe, gruntowe, kiszone i korniszony. Ale to wcale nie znaczy, że jutro będzie miał na nie ochotę ;)

 

Kiedy przygotowałam te placuszki z dodatkiem szpinaku, pierwszą reakcję przewidziałam, zanim dzieci zdążyły placuszki zobaczyć. Hani wystarczyło powiedzieć: a pamiętasz zielone naleśniki? Albo koktajl z jarmużu? Dała się przekonać od razu. Z Frankiem negocjacje trwały trochę dłużej i zakończyły się w końcu sukcesem, bo zjadł dwa i powiedział, że dobre. Tylko na zdjęcia się już nie załapał i twarożku nie chciał.

 

Jego ulubioną zupą jest raz pomidorowa, innym razem ogórkowa. Czasami zje kapuśniak, najgorzej idzie chyba z jarzynową. Ale to przecież byłoby za dużo szczęścia na raz!

 

Przepis znajdziecie także tutaj.

Placuszki:

· ½ szklanki rozdrobnionego rozmrożonego szpinaku bez odciskania *

  • 200 ml jogurtu naturalnego
  • 230 g mąki
  • 100 ml oleju
  • 1 płaska łyżeczka proszku do pieczenia
  • szczypta soli
  • 1 łyżeczka cukru
  • 2 jajka

 

 

Przygotowanie:

 

Wszystkie składniki miksujemy razem na gładką masę.  Jeśli nie korzystamy z miksera, w misce mieszamy mąkę z proszkiem do pieczenia, dodajemy rozbełtane jajka, jogurt, mleko, stopione masło, cukier oraz szczyptę soli. Na końcu dodajemy szpinak. Mieszamy za pomocą drewnianej łyżki do uzyskania gładkiego ciasta. Powinno być trochę gęstsze niż naleśnikowe. Rozgrzewamy patelnię (a najlepiej dwie równocześnie) i smażymy bez tłuszczu równolegle na obu patelniach placuszki. Temperatura nie powinna być za wysoka, bo placuszki będą się przypalać. Z podanych proporcji wychodzi mniej więcej 14-16 sztuk. Placuszki smarujemy lub przekładamy twarożkiem. Podajemy z gruszkami i opcjonalnie z miodem.

 


* Najlepszy jest szpinak mrożony. Można użyć również świeżego szpinaku, wtedy należy mniej więcej dwie garści umytego szpinaku zmiksować z mlekiem na gładka masę, a następnie dodać pozostałe składniki.

 

Ser:

  • 150 g półtłustego twarogu
  • 2 łyżki jogurtu naturalnego
  • 1 łyżeczka cukru pudru

 

Przygotowanie:

 

Wszystkie składniki rozgniatamy widelcem lub miksujemy na gładką masę.  Serem smarujemy naleśniki, składamy w trójkąt zwijamy w rulon.  Przed podaniem podgrzewamy.

 

 

Gruszki:

 

  • 2 gruszki
  • 1 łyżka brązowego cukru
  • 1 łyżeczka wody
  • ½ łyżeczki cynamonu

 

Przygotowanie:

 

Gruszki obieramy, kroimy w ósemki i usuwamy gniazda nasienne. Na patelni topimy cukier, dodajemy wodę i doprowadzamy do wrzenia, aż pojawią się bąbelki. Dodajemy pokrojone gruszki i karmelizujemy na średnim ogniu przez kilka minut. W zależności od odmiany (miękkie lub twarde) sami musimy ocenić czy gruszki już są gotowe.

 

 

 


Jesienna potrawka z dynią, marchewką i fasolą

Jesień rządzi się swoimi prawami. Pierwsze po czym ją zazwyczaj poznaję to stwierdzenie, że nie wiem co na siebie włożyć. Rano za oknem jest maksymalnie 5 stopni, wypada więc ubrać jakąkolwiek kurtkę tylko po to, żeby po południu mieć więcej rzeczy do noszenia…

 

Zwykle po pracy biegnę po Hanię do szkoły, niosę już swoją torebkę (zawsze dużą, małych nie uznaję), na ręce kurtkę, gruby sweter lub płaszcz. Później dokładam na drugie ramię plecak Hani, bo nie mam serca patrzeć jak ona dźwiga go na plecach i chociaż tyle mogę jej pomóc. Ona niesie worek ze strojem z WFu i swoją bluzę, którą rano musiała założyć, bo było jeszcze zimno. Idziemy do sklepu, bo zwykle czegoś w lodówce brakuje, a to masło, to jogurt, a to warzyw i owoców. I pakuję przy kasie… te cięższe produkty lądują w mojej torebce, część lżejszych w siateczce. Ze sklepu wychodzę obładowana jak wielbłąd. Torebka, kurtka pod pachą, Hani tornister i siatka z zakupami…

 

Idziemy po Franka. On też ma do zaniesienia do domu bluzę, bezrękawnik i czapkę z daszkiem. Upycham co się da jeszcze do swojej torebki i idziemy na plac zabaw. Klamotów mam tyle, że mogłabym na przedszkolnym podwórku otworzyć stragan i nieźle na tym zarobić.

 

Hania w szkole je zupę, Franek w przedszkolu ma pełne wyżywienie. W domu zawsze musi być drugie danie, głównie ze względu na głodną Haneczkę, głodnego męża i regularnie spożywającą posiłki mnie samą. I tak wracając do domu obładowana siatami, ustalamy najczęściej z córką, co dzisiaj na obiad. Pierwsze co słyszę, to: naleśniki. Albo buchty. Na takie obiady jest czas w piątek, a w pozostałe dni robocze ma być szybko, smacznie i z warzywami. Często, kiedy brakuje czasu i pomysłu, jest to fasolka szparagowa z sadzonym jajkiem ale kiedy jest trochę czasu w zapasie, a zapasów w lodówce, można do klasycznego dania dodać więcej warzyw. Kiedy Franek zobaczył dynię w tej jesiennej potrawce, zapytał: mamoooo, czy to jest brzoskwinia? Powiedziałam: nie Franuś, to dynia. A pomyślałam: w sumie dlaczego nie brzoskwinia? Też by tutaj pasowała :)

 

Zachęcam więc do zabawy w kuchni tym, na co akurat jest sezon. Do takiego klasycznego sosu z mięsem mielonym można dodać właśnie dynię, fasolę, dobrze komponowałaby się również papryka, cukinia czy bakłażan. Nie trzeba podawać z makaronem. Polecam wszelkie kasze. Ja pod warstwą tej potrawki ukryłam zmiksowaną kaszę jaglaną.

 

Przepis znajdziecie także tutaj.

 

Składniki:

  • 500 g mięsa mielonego (wołowego lub wieprzowego)
  • 1 średnia cebula
  • 1 lub 2 ząbki czosnku
  • 2 średnie marchewki (pokrojonej w talarki)
  • 200 g miąższu dyni (pokrojonego w kostkę)
  • 200 g ugotowanej czerwonej fasoli
  • 3 średnie pomidory bez skórki
  • 1 łyżeczka posiekanego koperku (może być suszony)
  • sól, pieprz do smaku


do podania:

  • zmiksowana ugotowana kasza jaglana lub jakakolwiek inna kasza (np. gryczana, jęczmienna)

Przygotowanie:

 

Fasolę moczymy przez 2 godziny, a następnie gotujemy ją w tej samej wodzie przez ok. 40 minut.

Na rozgrzanym maśle podsmażamy drobno pokrojoną cebulę, pod koniec smażenia dodajemy zmiażdżony ząbek czosnku.

Kiedy cebulka ma już złoty kolor, dodajemy mięso mielone i podsmażamy całość ok. 10 minut.

Następnie dodajemy sparzone i obrane ze skórki pomidory oraz pokrojoną w plasterki marchewkę.  Dusimy razem, aż marchewka będzie miękka.

Następnie dodajemy pokrojoną w kostkę  dynię i dusimy kolejne kilka minut, na samym końcu dodając ugotowaną fasolę.

Delikatnie doprawiamy do smaku solą, pieprzem i koperkiem.

Podajemy z kaszą jaglaną, gryczaną lub jęczmienną.

 

Smacznego!